WTF?
Korzystając z okazji, że Rafcio zasnął w ciągu dnia, zabraliśmy się z Wiewiórą za Bindeez (nie te trujące chińskie od afery w 2007, tylko “nowe bindeez” - jeszcze bez afery). To takie małe kuleczki, które się sklejają pod wpływem wody. 40 minut układania z niezliczonymi przerwami na zbieranie tych kolorowych kuleczek, które się schowały w kątach i pod kaloryferem - trzeba znaleźć wszystkie, bo Rafcio gotów pomyśleć, że to coś do jedzenia. Anyway w kulminacyjnym punkcie, kiedy wszystkie kuleczki były już ułożone, Olusia przytomnie przypomniała, że nie mamy czym ich spryskać, bo dołączony spryskiwacz zgubił się wczoraj. Parę minut później Olusia nakryła mnie w kuchni jak pochylony nad bindeezami nabieram wody w usta i rozpylam paszczą chmurkę małych kropelek opadających na koraliki. Uśmiechnęła się pobłażliwie, tak jakby złapała mnie na czymś co tatusiowi nie wypada, poszła do Rafcia i tylko słyszałem “Oj Rafciu, ten twój tatuś…”. Pisałem już, że niech tylko Dorotka wróci? :D