Just a perfect day…
Nie wiem ile wulgaryzmów udźwignie mój bloczek w jednym poście, ale muszę poruszyć pewną drażniącą kwestię, która nie daje mi spokoju.
Kurwa mać mam taki chujowy dzień, że się w pale nie mieści, rano Rafcio spał jeszcze na stojąco w toalecie i założę się że we śnie gasił jakiś pożar bo zalał dosłownie całą łazienkę. Potem zimny poranek, wyłączyli mi wychodzące bo zapomniałem zapłacić, dalej zajebiście długi dzień w pracy bez nawet chwilki na regenerujące opierdalanie się, następnie oddałem mój megawygodny, kubełkowy fotel takiej jednej koleżance z pracy która narzeka na kręgosłup, a kiedy w nim usiadła, to narzekała, że ma za nisko a ja tymczasem siedziałem na chujowym taborecie, potem zimny prysznic finansowy, równie zimna woda w basenie która przy okazji zmatowiła moje szkła kontaktowe plus Rafcio któremu się wyjątkowo nie chciało pływać, nieprzyjemny sąsiad, któremu już nigdy nie zatrzymam windy bo jest chujem i nie poczeka na mnie mimo że widzi, że idę z pięcioma reklamówkami z jebanymi zakupami, tylko spierdala od razu sam, pustą windą, na to swoje pięterko chociaż mieszka duuużo niżej ode mnie, potem pyskata Olusia, potem rycząca Olusia, potem jeszcze jeden finansowy kubeł zimnej wody na głowę, ale tego było mało więc na końcu pierdolona pralka się rozjebała i chuj.
Dziękuję.
Tak, to pierwszy dzień po urlopie.