Się usprawiedliwiam…
Moją dzisiejszą (o kurcze, już wczorajszą) absencję tłumaczy fakt bycia na urodzinkach u Bartusia (nota bene very udanych) aż do momentu, kiedy nasze dzieci zmieniły się z żywych i energicznych w sflaczałe i śpiące, a kiedy to już nastąpiło, młodsze odholowaliśmy do domku, a ja pojechałem z Olusią na koncert Elektrycznych Gitar i fajerwerki. W międzyczasie niestety rozładowała mi się komórka. Koncert się Olusi podobał, fajerwerki niespecjalnie. Wracaliśmy do domu po 23-ciej i tłumaczyłem Olusi jak to jest, że za pół godziny będzie już “jutro” - jakoś nie mogła pojąć tego niesamowitego zjawiska, w końcu “dzień tygodnia się zmienia jak dzieci smacznie śpią głębokim snem”… Pamiętam, że ja jak byłem mały też myślałem, że dzień tygodnia zmienia się z jakimś wielkim “wow”, a przełom roku to dopiero musi być spektakularne zjawisko, niestety szara rzeczywistość starła w pył moje dziecięce wyobrażenia, nuda… Na szczęście Olusia zasnęła parę minut przed północą, więc ominęło ją to rozczarowanie. Na razie… :)