Życie w bloku (nie Rzepka, nie będzie to post o blogowaniu) nie jest usłane różami. 10 pięter, 32 rodziny, co daje około 100 osób mieszkających blisko siebie a mimo to nie znamy ich nazwisk, a niektórzy mają cię gdzieś kiedy grzecznie mówisz “dzień dobry”. Fakt, że nie pytają “co o państwa słychać?” można łatwo wyjaśnić tym, że doskonale wiedzą co słychać, bo Olusia i Rafcio nieraz dobitnie dają znać o swojej obecności.
Czasem zdarzają się spięcia, np. Olusia jest święcie przekonana, że zabawa piankowymi puzzlami jest dobra na popołudnie, natomiast idealna forma spędzania czasu o godzinie siódmej rano to wysypywanie na panele drewnianych klocków. Rafcio ma jeszcze mniejsze opory.
Moje dzisiejsze spięcie z neighboursami miało trochę inny charakter. O godzinie 7:45 zamiast wyjeżdżać do pracy poszedłem przynieść wózek z samochodu. Wciągnąłem go na parter i ku mojej radości winda cały czas była na parterze, tak jak ją z resztą zostawiłem. Zadowolony, że może nie będę miał dużego poślizgu złapałem za uchwyt drzwi i w tym momencie odjechała. Skwitowałem to króciutkim “kurwa mać”, średnim półgłosem, do siebie, bo perspektywa triumfalnego wejścia do pracy przed ósmą odjechała razem z windą. Półgłos zdaje się wystarczył, żeby pani, która zawołała windę usłyszała - była na pierwszym piętrze. Ludzie, jaki jest sens jeżdżenia windą z pierwszego piętra na parter jeżeli nie jest się osobą niepełnosprawną i nie wiezie się worka z cementem tylko małą torebeczkę?
Nie wdałem się w dyskusję bo raz, że szkoda tlenu, dwa, że się spieszyłem do pracy, trzy, że mi generalnie głupio jak ktoś mnie złapie na osobistych wulgaryzmach…

Życie w bloku (nie Rzepka, nie będzie to post o blogowaniu) nie jest usłane różami. 10 pięter, 32 rodziny, co daje około 100 osób mieszkających blisko siebie a mimo to nie znamy ich nazwisk, a niektórzy mają cię gdzieś kiedy grzecznie mówisz “dzień dobry”. Fakt, że nie pytają “co o państwa słychać?” można łatwo wyjaśnić tym, że doskonale wiedzą co słychać, bo Olusia i Rafcio nieraz dobitnie dają znać o swojej obecności.
Czasem zdarzają się spięcia, np. Olusia jest święcie przekonana, że zabawa piankowymi puzzlami jest dobra na popołudnie, natomiast idealna forma spędzania czasu o godzinie siódmej rano to wysypywanie na panele drewnianych klocków. Rafcio ma jeszcze mniejsze opory.
Moje dzisiejsze spięcie z neighboursami miało trochę inny charakter. O godzinie 7:45 zamiast wyjeżdżać do pracy poszedłem przynieść wózek z samochodu. Wciągnąłem go na parter i ku mojej radości winda cały czas była na parterze, tak jak ją z resztą zostawiłem. Zadowolony, że może nie będę miał dużego poślizgu złapałem za uchwyt drzwi i w tym momencie odjechała. Skwitowałem to króciutkim “kurwa mać”, średnim półgłosem, do siebie, bo perspektywa triumfalnego wejścia do pracy przed ósmą odjechała razem z windą. Półgłos zdaje się wystarczył, żeby pani, która zawołała windę usłyszała - była na pierwszym piętrze. Ludzie, jaki jest sens jeżdżenia windą z pierwszego piętra na parter jeżeli nie jest się osobą niepełnosprawną i nie wiezie się worka z cementem tylko małą torebeczkę?
Nie wdałem się w dyskusję bo raz, że szkoda tlenu, dwa, że się spieszyłem do pracy, trzy, że mi generalnie głupio jak ktoś mnie złapie na osobistych wulgaryzmach…

Notki

Pokaż