Kowboje i Obcy
Nie wiem czy szanowni Krytycy Filmowi widzieli ów film lub zamierzają go obejrzeć, bądź też nie zamierzają go obejrzeć gdyż inni Krytycy Filmowi stwierdzili, że to kupa, ale moje wrażenia są następujące:
Obsada: Boska. Zmęczony ale wciąż twardy Harrison Ford, który poza Indiana Jonesem nie grał zbyt często w kowbojskich kapeluszach - tym gorzej dla kapeluszy i dla Dzikiego Zachodu. Plus Daniel Craig, który pasuje do westernu jako spocony, zarośnięty rewolwerowiec pierdyliozylionomilard razy bardziej niż do lalusia w garniturze, czyli Bąda. Oraz Olivia Wilde - najs, DJ pewnie bardziej niż ja doceni.
Wątek inwazji alienów na naszą planetę to temat niejednokrotnie przećwiczony w kinematografii. Osadzona była ona, ta inwazja, w przyszłości lub teraźniejszości i rozpieprzano ją geograficznie po całym globie, ale za każdym razem konwencja zakładała, że jesteśmy jakoś tam technologicznie rozwinięci i możemy względnie ogarnąć temat. No a tu mamy realia końca XIX wieku - i jak te niewykształcone kmiotki z sześciostrzałowcami mają się równać pozaziemskiej cywilizacji? Otóż jak się przed chwilą dowiedziałem mogą i to w całkiem fajnym stylu.
Do filmu należy podejść z przymrużeniem oka, cieszyć się grą i urodą Craiga i Forda, oczami, szczęką i całą resztą Olivii i po prostu odmóżdżyć. Wyrosłem z przewidywania zakończeń a potem wkurwiania się, że przewidywalny bo przewidziałem, więc nie wiem czy było przewidywalne czy nie. Fabuła poprowadzona całkiem fajnie i miejscami zaskakująco, ogółem bardzo przyjemny film. Bez punktacji, bo się na tym nie znam. Dobranoc.
Edit:
Dopiszę jeszcze kilka słów, bo z komentek wnioskuję, że nie wyczerpałem tematu, z resztą było późno a ja po drinku. Filmu nie ma co się bać. Wiadomo - temat ryzykowny, nie dość, że można się wyjebać na konwencji westernowej, to jeszcze SF. Według mnie obie zostały ładnie zachowane i powiązane; wiem co mówię, bo Rio Bravo i parę innych westernowych klasyków były w moim domu obowiązkowymi pozycjami, a SF uwielbiam. Wydaje mi się, że właśnie z uwagi na ryzykowny charakter tej produkcji postanowiono zatytułować go tak, żeby oglądacz na starcie wiedział, że będzie beczka, zaniżył oczekiwania i oglądał na luzie, a potem się zdziwił jakie to fajne. Jeżeli tak właśnie było, to sukces. Realia epoki zachowane, podejście do alienów historycznie uzasadnione. Nikt się tu nie silił na wielkie słowa o obcych cywilizacjach, dla kmiotków obcy to demony, a Indianie jak na Indian przystało o armagedon winią blade twarze. Bardzo ładnie rozwiązany problem wyrównania przewagi technologicznej alienów. Moim zdaniem film dobrze przygotowany i przemyślany - raczej nie wejdzie do kanonu science fiction, ale zaskakująco, to dość ciekawa pozycja z tego gatunku.
Krótko mówiąc polecam.
Aha, załączony plakat to chyba fan-art bo średnio związany z filmem.
6 notek
-
dariuszj lubi to
-
dariuszj powiedział(a):
Cholercia, przeczytałem reckę i dopiero przy punktacji zorientowałem się że to nie Rzepki post :) Ja tez sie boje tego filmu troche. Ale moze obejrze. Dla Olivii. Bo ja np. bede sie cieszyl jej uroda a nie Craiga. Ale ja to truskawki z cukrem jem.
-
szyszkabloguje powiedział(a):
ja się tego filmu mocno obawiam
-
szyszkabloguje lubi to
-
rzepka lubi to
-
przemyslaw opublikował(a) to
