Konsumpcjonistyczne święta
Lubię. Bardzo. Tak, wiem, oficjalnie nie o to chodzi w świętach. Pomijając już religijny wymiar (który umówmy się, słabo mnie dotyczy) chodzi o to, żeby być razem, cieszyć się wspólnie spędzonym czasem, pośpiewać kolędy w składzie, który rzadko jest pełny a teraz akurat jest. I to wszystko prawda. To jest kul.
Ale świąteczny szał zakupów jest fajny i ma swoje usprawiedliwienie. Otóż cały rok statystyczny Kowalski odmawia sobie rzeczy na które ma ochotę, w imię comiesięcznej rachunkowo-haraczowej rutyny. Zakupów, które może i budżet domowy by jakoś przełknął, ale brakuje tego impulsu, wyłączającego mózg i budzącego uśpione dziecko, któremu obce jest poczucie odpowiedzialności jako takiej. Ludzie idą, kupują i są szczęśliwsi, bo achujtam, jutro jakoś to będzie, zawsze dawaliśmy radę to u teraz damy radę, ale heloł, są święta! I to mi się podoba, naprawdę. Nie mam nic przeciwko mikołajom na wystawach tuż po święcie zmarłych, śnieżynkom, lampeczkom i szelestowi banknotów. Jest fajnie, pozytywnie i przyjemnie - a ja lubię jak ludzie się cieszą. Poza tym w wirze świątecznego wydawania społeczeństwo znajduje jednak czas, żeby przypomnieć sobie o tych, którzy są spłukani tudzież potrzebują pomocy - i pomagają. Więc jest dobrze.
To mówił Przemysław, który w tym roku akurat nie nakupował, bo mu wewnętrzne dziecko dojrzało. Ale chciał i mu żal.
3 notki
-
elsolnoregresa lubi to
-
rzepka lubi to
-
byy lubi to
-
przemyslaw opublikował(a) to