„Sąsiad z trzeciego”

„Sąsiad z trzeciego” – nazwijmy go tak umownie, choć niekoniecznie na trzecim mieszka – to obowiązkowa pozycja w każdej klatce, w każdym bloku, na każdym blokowisku każdego osiedla, na całej cholernej planecie. Zastanawiam się czy to za czasów słusznie minionych gremia spółdzielni mieszkaniowej z urzędu przydzielały mieszkańcom minimum jednego złamasa na klatkę, aby wyrobić trzysta procent normy i żeby wszystko się zgadzało w tabelkach, czy może też jest to jakiś wewnętrzny, ewolucyjny mechanizm, który z całkiem przyzwoitego członka małej społeczności z upływem lat robi jednostkę totalnie aspołeczną. Tego nie wiem. Wiem natomiast, że jakkolwiek „trzecie” jest tu jedyną zmienną, to takie indywiduum ma absolutnie każdy blok. Po czym poznać „sąsiada z trzeciego”?

Jest szybki. Kiedy wracasz do  domu, sąsiad z trzeciego, który właśnie otworzył kluczem drzwi do klatki, kiedy spostrzeże cię kątem oka jak zbliżasz się z zakupami, z zadziwiającą jak na jego wiek szybkością, niczym gepard goniący antylopę wśliźnie się do środka i zatrzaśnie za sobą drzwi. Z głupią miną odstawiasz wtedy siatki z zakupami i szukasz klucza.

Lubi smak władzy. Sąsiad z trzeciego w czasie upałów, kiedy dzieci na boisku bawią się przy postawionej przez strażaków prowizorycznej fontannie (wąż strażacki z milionem dziurek podłączony do hydrantu), pilnuje porządku niczym szeryf i zakręca hydrant kiedy uzna, że dzieci bawią się zbyt dobrze, bo chlapią i krzyczą. Często udziela się w spółdzielni mieszkaniowej, chodzi na zebrania i kiedyś otarł się o stanowisko w zarządzie, ale się nie dostał bo nikt go nie lubi.

Jest za równouprawnieniem. Nie pomoże kobiecie z wózkiem wciągnąć go po schodach na parter i nie otworzy drzwi windy. Zamiast tego przeciśnie się na schodach bokiem mijając wózek, wskoczy niczym górska kozica do windy i pojedzie sam. Niech nie zwiedzie was niedzielno-kościelny garnitur i zawiązany Windsorem krawat. Ten typ jest za pełną emancypacją.

Ma żelazne zasady. Sąsiad z trzeciego widzi, że blokujesz drzwi przed zamknięciem bo właśnie wynosisz opony zimowe do samochodu i nie chcesz cztery razy otwierać drzwi domofonem. Kiedy wyjdziesz z drugą oponą, zdejmuje blokadę i zamyka drzwi. Jest fanem zamykania drzwi whatsoever. Nie otworzy ich roznosicielom ulotek, kurierom, dostarczycielom pizzy a już na pewno dzieciom w Halloween. Zamiast „dzień dobry” mówi „mpfhmmm”. Zwierząt nie lubi z wzajemnością.
Sąsiad z trzeciego wierzy, że cisza nocna trwa od godziny 15 do 14:59 i nie zawaha się wyruszyć na krucjatę antyhałasową, o ile się aktualnie nie boi. Przykładowo jeżeli o godzinie 17 trwają urodziny kilkuletniego dziecka, dzieci biegają po domu i dość głośno się bawią, przyjdzie na pewno, narzekając na tupanie i grożąc policją. Ale jeśli sąsiad mieszkający nad nim już trzecią sobotę z rzędu robi mega głośną domówkę w rytm „Przez te oczy zielone, zielone oszalaaaałeeeem”, nagle brakuje mu odwagi cywilnej, więc zagryza zęby i nie piśnie słowem.

Mój „sąsiad z trzeciego” dziś przeszedł sam siebie. Wracaliśmy właśnie z wyjazdowego weekendu. Do klatki sąsiad wszedł jak zwykle pierwszy udając zdaje się, że nas nie ma, dalej Dorotka, która zdążyła złapać drzwi, ja wszedłem trzeci. Z torbą i plecakiem. Kiedy wchodziłem po schodach winda przyjechała. Sąsiad otworzył drzwi i wpuścił Dorotkę przodem – przez chwilę myślałem, że nie, że może mam jakieś uprzedzenia, może facet tak naprawdę jest całkiem spoko tyko to ja nie daję mu szansy… ale niech was to nie zwiedzie tak jak zwiodło mnie – kiedy byłem już na ostatnim schodku z torbą, gepard kocim ruchem wśliznął się do windy, zatrzasnął drzwi i pomimo protestów Dorotki, które jeszcze do mnie dobiegły, winda pomknęła w górę.
Najpierw na trzecie.

Zatem podsumowując, toksycznego sąsiada spotkacie w każdym bloku. Definitywnie. A jeżeli dziwnym zbiegiem okoliczności, analizując w głowie piętro po piętrze nie jesteście w stanie takiego zidentyfikować, to niestety znaczy, że to właśnie Wy. 🙂