Winda

Zastanawiało mnie zawsze dlaczego spora część populacji nie ogarnia tak trywialnej kwestii jak przywoływanie windy w mallach i biurowcach. Oczywiście jest mnóstwo rzeczy, które zastanawiają mnie od zawsze, ale najczęściej przyglądam się im przez sekundę, po czym przechodzę nad nimi do porządku dziennego dopóki nie natknę się na nie ponownie. A jako, że poszedłem dziś do centrum handlowego, chęć zbadania tej nurtującej mnie kwestii niespodziewanie wróciła niczym nadwaga po świętach.

Oczywiście Wy wiecie i to nie o Was, ale tak w ramach przypomnienia: obsługa windy jest bardzo prosta i logiczna – kiedy chcemy jechać do góry, wciskamy strzałeczkę ↑, a kiedy w dół – ↓. It’s as simple as that.
Sens polega na tym, że skoro winda jedzie w dół, a my chcemy w górę, to bez sensu ją zatrzymywać na naszym piętrze – powinniśmy wsiąść jak będzie jechała w pożądanym przez nas kierunku. I vice versa – chcemy w dół, to nie zatrzymujemy windy lecącej w górę, tylko czekamy aż będzie z góry zjeżdżać.
Fajne, nie?

Jak się okazuje, nie wszyscy to ogarniają. Stałem chwilę na drugim piętrze i zaobserwowałem mnóstwo niepokojących zachowań, z czego wymienię może dwa kejsy:
– lachon wciska dla pewności obydwie strzałki, a potem nie wsiada bo winda zjeżdża z trzeciego, a ona przecież właśnie na trzecie chciała. Drzwi się bez sensu otwierają i zamykają, a pasażerowie windy mają niepowtarzalną, życiową okazję, żeby na nią popatrzeć.
– pani z dzieckiem zagląda do szybu, żeby sprawdzić gdzie jest winda. Jest na dole, więc wciska ↑ z miną „windo, przyjedź do mnie, jestem u góry”. Winda podjeżdża, pani wciska się z wózkiem do środka, spłaszczając na szybach pasażerów jadących w górę, po czym wciska poziom 0.

A refleksja jest taka, że po trzech minutach przy windzie nie dziwią mnie już żadne wyniki wyborów w tym kraju.