Sąsiedzi, znowu.

#DrogiPamiętniczku, no jakoś tak nie mam szczęścia do sąsiadów. Większość jest totalnie spoko, ale zdarzają się i czarne owce, o których już pisałem tutaj.

I teraz nie wiem czy to po prostu zbieg okoliczności czy też może raczej siła internetów i czy przypadkiem mój ostatni tekst nie wywołał jakiejś chęci zemsty – wiem tylko, że niedawno znikła mi sprzed drzwi wycieraczka. Na tym etapie nie wierzyłem, że ktoś mnie zwyczajnie nie lubi i w ten sposób daje temu wyraz, toteż zastanawiałem się jaka się za tym kryła historia. Może ktoś od pewnego czasu zazdrościł mi wycieraczki, szukał w sklepach, na allegro i w ogóle wszędzie, ale nie znalazł tak idealnej, oczyszczającej bieżniki butów, a jednocześnie miękkiej i prestiżowo wyglądającej wycieraczki, więc postanowił dopuścić się zagarnięcia mienia. I teraz położył przed swoimi drzwiami i za każdym razem wracając do domu patrzy jak pięknie komponuje się z futryną, podkreśla linię dolnej krawędzi drzwi i uważa, że teraz w jego życiu wszystko jest kompletne. A może uznał, że taka wycieraczka będzie cudownie uzupełniała jego kolekcję wycieraczek. Albo wchodził po schodach, przypomniało mu się, że teściowa ma urodziny a on nie miał pomysłu na prezent i zresztą jest już 22-ga i kwiaciarnie zamknięte i nagle eureka, leży Ona, piękna jak z obrazka.
Idealna.
Nie wiem. Pogodziłem się już z utratą wycieraczki, pewnie komuś była bardziej potrzebna niż mi.

Czytaj dalej Sąsiedzi, znowu.

La odyseja les Wikingów

#DrogiPamiętniczku No więc było to tak…

Turniej U13 we francuskim Compiègne, które jest miastem partnerskim Elbląga a my się z drużyną francuską bardzo lubimy, odbył się w sobotę i niedzielę 26-27 maja. Ostatni raz nasza ekipa była tam dwa lata temu, a drużynę z Francji gościliśmy w tym roku na naszym turnieju.

Polecieliśmy w składzie 22-osobowym – 17 dzieci w wieku 10-14 lat; Dwunastu chłopców i pięć dziewczynek. Plus piątka opiekunów – trener Irek i czwórka rodziców: Monika, Grzesiek, Marcin i ja. Skład, jak się okazało, idealny. Czytaj dalej La odyseja les Wikingów

Jak nie robić recovery?

Mój szacowny kolega Rzepka, który jak już niedawno wspomniałem zaczął biegać na poważnie kiedy ja przestałem i robi teraz jakieś niesamowite dystanse z prędkością antylopy uciekającej przed tygrysem, zarzucił mi swego czasu, że jak już updejtuję coś na bloczku to tylko jakieś hity i sukcesy a jak przestaję się ruszać, tyję, wpadam w nałogi i nie mam kondycji to morda w kubeł, przez co czytelnik czuje się niedoinformowany i ma o mnie błędną opinię. No więc czas zerwać z tym wizerunkiem i napisać jakim się jest leszczem.

Czytaj dalej Jak nie robić recovery?

Hokej? No weeeź…

Nie jest to historia jakiegoś sukcesu, ale fajnej zajawki w którą wpadłem ni stąd ni zowąd. Pasja? Chyba jeszcze nie. Hobby? No rejczel 🙂

Łyżwy to nie jest jakiś mój konik z dzieciństwa, coś w co chciałem wciągnąć dzieci bo wiem że jest fajne. Stanąłem na nich wcześniej tylko raz, dla beki na studiach, w wieku 19 lat. A potem dopiero jak zabraliśmy dzieci na lodowisko, żeby nauczyły się względnie poruszać na lodzie, czyli 15 lat później. Wtedy dzieciaki w sumie tak naprawdę z przypadku i bez jakichś specjalnych planów czy ambicji zaczęły chodzić na zajęcia hokejowe, a ja z podziwem ale i zazdrością patrzyłem jak szybko zaczynają robić mega postępy. One to pokochały, a ja z zachwytem patrzyłem z jaką lekkością robią zwroty, jeżdżą przeplatanką, hamują wzbijając chmurę lodowych iskier. Czytaj dalej Hokej? No weeeź…

Jak wrócić do biegania?

W bieganie wkręciłem się jakoś pięć lat temu i biegałem całe dwa. Biegałem wszędzie, niczym Forrest Gump jak miałem chodzić to biegłem, wymyślałem sobie plany treningowe, przebiegłem trochę zorganizowanych biegów, dyszki, półmaraton… i w końcu, znowu jak Forrest, ot tak przestałem. Przestałem, chociaż to dawało mi masę frajdy i trzymało mnie w dobrej kondycji, świetnym humorze i poczuciu, że robię coś fajnego. Czytaj dalej Jak wrócić do biegania?